1 kwietnia 2012

Dziecięce zawieszki

Po przerwie wracam. I obiecuję poprawę... 

Zawieszki zostały zamówione niedawno jako upominek dla nowych obywateli ;) Dla Franka miała być w błękitach, dla Helenki wszystko byle nie róż... hm... przy pakowaniu bambetli wpadł mi w ręce klasyczny papier Tassotti i oto, co z tego wynikło. Najważniejsze, że jednak mimo wszystko zamawiającym się spodobały :)

Deseczki klasyczne, bez fajerwerków, tradycyjnie już napis malowany ręcznie pędzlem 00, lekko ubrudzone patyną, lakierowane na wysoki połysk.
 



23 listopada 2011

Aby nie mieć wyrzutów sumienia...

Podobno wszystkie kobiety mają jedną wspólną cechę: każda choć raz w życiu była, będzie lub jest na diecie... W pogoni za "idealną" sylwetką odmawiamy sobie przyjemności, a przecież i tak jej w życiu niezbyt dużo, prawda? 

Pudło, które Wam pokazuję jest jedną z tych rzeczy, bez których można się obejść, ale kiedy już stoi na widoku (wypełnione słodkościami), aż żal do niego nie zajrzeć... 

Dojrzewało długo, jak zresztą wiele innych rzeczy czekających na ostatnie warstwy lakieru. Pomysł wpadł sam - kupiłam serwetkę i skojarzenie wydawało się oczywiste: to musi być coś związanego z jedzeniem. Realizacja... cóż, głupio tak krytykować samą siebie :) powiem więc, że tak miało być: cukierkowo, w kolorze majtkowego różu, słodko. Gdybym miała coś poprawić, pomalowałabym i pokropkowałabym tylko jeszcze boki wieka (tak jak wierzch) i odjęłabym koronkę. Ale już mi się nie chce :))

Zatem: aby nie mieć wyrzutów sumienia, wystarczy powiedzieć sobie "It's OK, it's organic"!




P.S. Do "kompletu" zrobiłam też deseczkę - zawieszkę na karteczki do kuchni, przedpokoju, itp. Niestety nie pasuje idealnie kolorystycznie, bo za późno się zabrałam do roboty i nie udało mi się uzyskać tego samego odcienia majtkowego różu. Ale kto powiedział, że to MUSI być komplet? ;)

12 października 2011

Work in progress...

Wiem, ostatnio (ehm... jakieś trzy miesiące temu..?) pisałam o braku czasu i wakacjach. Już dawno po wakacjach, a ja nadal nie mam czasu...

Jak powiedziała niedawno jedna moja znajoma, przeprowadzka to gorzej niż wojna. Ale obiecuję, że niedługo pokażę tu moje (s)twory.

Jeszcze tylko chwilkę poczekajcie :)

7 sierpnia 2011

Candy w Piecuchowie

Dziś z innej beczki. Zapisałam się na giveaway :) Nigdy nie wygrałam nic ot tak i nawet nie o wygraną mi chodzi. Zapisałam się, bo ciekawa jestem, jak mogłoby się nosić cuda, które wychodzą spod palców Kingi. A może wcale nie spod palców? Może do produkcji tych cudeniek Kinga używa magii? Zresztą, chyba nie chcę wiedzieć. Wolę się po prostu zachwycać! Sami oceńcie.

PS. Uwaga, przed przejściem na stronę Piecuchowo należy zaopatrzyć się w miskę, chusteczki, cokolwiek, co uchroni was przed zniszczeniem klawiatury komputera spowodowanym nadmierną pracą ślinianek! :))

3 sierpnia 2011

Decoupage?

Nie wiem, czy to jeszcze decoupage czy już nie. A jeśli nie, to jak nazwać taki styl ozdabiania? Wszak wycinania tu nie ma :) Użyłam jednego z moich ulubionych motywów firmy Decorer, bardzo lubię to zestawienie kolorów. Prosto, błyszcząco, chyba też elegancko, et voila!



Mój czteroletni synek zapytał: mamusiu, a ta skrzynka może być dla mnie? W ustach maniaka motoryzacji zabrzmiało to jak komplement :))

14 lipca 2011

Komódka

Nareszcie chwila wolnego. Wakacje i pogoda niesprzyjająca urokom zażywania kąpieli słonecznych ;) umożliwiły mi pracę w drewienkach. Przeprosiłam się z dwuskładnikowym crackiem "Dala", znalazłam też sposób na to, co zrobić, jeśli step 2 zgęstnieje. Spękania może nie są zachwycające, ale da się wytrzymać. Wyglądają jakby powstały na bardzo starej porcelanie. Poeksperymentuję jeszcze z grubością warstw, może będzie lepiej. 

W związku z powyższym komódka Ikea przybrała taką oto formę:




2 maja 2011

Zamykamy temat jajek

Witam po świętach, mam nadzieję udanych :) Oto ostatnie w tym roku zdjęcia jajek. W sumie jaj popełniłam około 30 i mam ich chwilowo dość. Te białe poniżej są moje ulubione, ale najulubieńszego i tak nie ma, zostało porwane zanim zdążyłam zrobić zdjęcia. Tak czy inaczej, co za dużo to niezdrowo - sezon jajeczny uważam za zamknięty!

21 kwietnia 2011

Czym skorupka za młodu... czyli wspomnienia z dzieciństwa

Zawsze lubiłam malować jajka. W moim domu ozdabianie ich było tradycyjnym rytuałem, który powtarzał się co roku: w Wielki Piątek razem z siostrą wsiadałyśmy w tramwaj, jechałyśmy do Babci, tam czekały już na nas ugotowane jajka z białymi (!) skorupkami, słoiki z barwnikami, wosk pszczeli oraz ołówki z wbitymi w nie szpilkami. I postne jedzenie czyli śledzie i ziemniaki. Rodzice mieli wówczas czas dla siebie ;), ponieważ zdobienie jajek zajmowało nam zwykle cały dzień. Do domu wracałyśmy objuczone naszymi "dziełami" i nieco niedotlenione z powodu wdychania oparów palonego wosku.

Nie były to bowiem zwykłe pisanki. Ktokolwiek je zobaczył, nie mógł się nadziwić, że można takie zrobić własnoręcznie. Babcia pochodzi z Mazur, regionu gdzie jajka zdobi się w tradycyjny sposób, woskiem. Technika ta przypomina batik, jest dość pracochłonna, wymaga skupienia, szybkości i pewnej ręki. Za wzór - słusznie zresztą - Babcia zawsze stawiała nam jajko ozdobione przez jej ojca, mojego Pradziadka. Tylko raz udało mi się zmalować pisankę równie piękną jak ta właśnie.

W tym roku, pierwszy raz od chyba 20 lat, nie maluję jaj woskiem (choć do świąt jeszcze trochę zostało, więc kto wie?). Zatęskniło mi się jednak do takich właśnie tradycyjnych pisanek, więc z czeluści moich pudeł wygrzebałam dwie konturówki kupione jakieś 3 lata temu i zaczęło się :)

Pierwsze 2 jaja (drewniane, wielkości gęsiego) to próba. Motyw na wzór mazurskich pisanek, skromniutko, bo dopiero uczyłam się opanowywać mazanie konturówką... oj niełatwe to zadanie. Nie wiedziałam, że po wyschnięciu wzór zmniejszy objętość (dlatego napisu "Wesołych świąt" prawie nie widać), że narysowanie prostej linii to wcale nie pestka, że od wyciskania dłonie bolą bardziej niż od czterogodzinnego ćwiczenia na instrumencie :) Efekty wprawki poniżej.


Cztery kolejne jaja powstały na zamówienie, miały być świąteczne (czyt. z króliczkami, baziami lub kurczakami). Są ozdobione reliefami (ćwiczeń ciąg dalszy), ale bardzo proste. Sięgnęłam po serwetkę, która na pierwszy rzut oka wcale ładna się nie wydawała. W zasadzie kupiłam ją tylko ze względu na to, że były na niej rzeczone króliczki. Nietypowe zresztą, bo nie "słodkie", lecz charakterystyczne, można by powiedzieć "wiktoriańskie". Taki styl w malarstwie kojarzy mi się właśnie z epoką wiktoriańską i przede wszystkim doskonałą angielską bajką "O czym szumią wierzby". Jako dziecko nie przepadałam za nią, wręcz bałam się, szczególnie Ropucha - ale innych postaci też. Ale fakt, że ją pamiętam świadczy, że opowiadała O CZYMŚ. Szkoda, że dziś nie ma już tak pięknie zrobionych bajek, że w filmach dla dzieci króluje tandeta i nijakość, często głupota... ech... kiedyś wcale nie było tak źle... ;)


Żeby nie było nudno: jajka jeszcze będą :) Jak tylko między pieczenią, tortem a babką znajdę czas na zrobienie zdjęć (dziękuję lu luu :*). Pozdrawiam!

3 kwietnia 2011

5 o'clock i lift

Nawiedziła mnie wczoraj "wena" i popełniłam mały komplecik kuchenny. Pudełko na herbatkę - czyli tytułowy "fajw o klok" :) - i deseczkę na kalendarz lub zapiski do powieszenia na ścianie, która dla odmiany wskazuje godzinę obiadu. Całość potraktowana białą bejcą i dużą ilością lakieru. Proszę bardzo:


Zliftowałam też zrobione onegdaj pudło, mimo stosunkowo niewielkiej ingerencji teraz chyba prezentuje się znacznie lepiej!


Wiosenna temperatura sprawiła, że posprzątałam dziś bajzel na tarasie. Okazało się, że w tym samym czasie mąż wykopał w ogrodzie coś, co tygrysy lubią najbardziej, mrrr! :) A co, to już niebawem się dowiecie.

29 marca 2011

Komu jajo?

Jajeczna produkcja ruszyła na dobre, 10 sztuk gotowych, kolejne 10 w robocie. W tym roku doszłam do wniosku, że na wielkość kurzą nie mam cierpliwości, na strusią funduszy, zatem pozostała wielkość gęsia (przepiórczej, bardzo przepraszam, ale nie brałam pod uwagę). Jajka są rzecz jasna z drewna, najwdzięczniejszego według mnie materiału do dekoracji :) Wiklinowy koszyk aktualnie przechodzi transformację, docelowo nie będzie tak surowy.


Wśród kwiatuszkowych "pisanek" znalazła się jedna, poniekąd "kukułcza" - nazwałam ją "napisanka" ;)

Pozdrawiam wiosennie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...